№ 57 - dzisiaj jest www.pikuj.aq.pl lub www.pikuj.zafriko.pl - tutaj jest: strona główna / → bareizmy 

Bareizmy z "Misia"


„Miś” – komedia w reżyserii Stanisława Barei według scenariusza jego i Stanisława Tyma została wyprodukowana w 1980 roku, ale premierę miała dopiero 4 maja 1981 roku, trwa 111 minut. Zdjęcia wykonał Zdzisław Kaczmarek. Tytułowym Misiem jest Ryszard Ochódzki grany przez Stanisława Tyma.

 

 

Przedszkole przyszłości

 

 

Komisarz Milicji Obywatelskiej i Włodarczyk w sztabie milicyjnej operacji „zaciągania sieci”.

Włodarczyk: Przede wszystkim nie popadajcie w panikę. Jakiś lepszy cwaniak. Matkę po szosie wozi, staruszkę, żeby nas tylko wrobić!

Komisarz: Tak! To nam wskazuje na to ..., że życie stawia przed nami ciągle coś nowego. I to jest raz. A po drugie! Musimy mieć jednak różne warianty. I to jest dwa! I dlatego proponuję wariant następujący. A gdyby tu było nagle przedszkole. W przyszłości!

 

Przesłaniające plusy

 

Miś do zawodniczek klubu "Tęcza" jadących za granicę: Jedziecie do stolicy kraju kapitalistycznego. Który to kraj ma być może nawet tam i swoje ... plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów.

 

Dobro narodu

 

Celnik kontroluje turystę. Każe mu wejść na wagę

Turysta: Sto piętnaście!

Celnik I: Powinno być sto dziewiętnaście. Cztery kilo wam brakuje!

Turysta: Schudłem cztery kilo!

Celnik II: Słowem przywozicie do kraju, cztery kilogramy obywatela mniej.

Turysta: Taak!

Celnik II: A gdyby tak każdy wracał ze stratą paru kilo, było by nas mniej coraz!

Celnik I: Polaków!!

Turysta: To co mam zrobić?!!

Celnik II: Sześćdziesiąt za każdy brakujący. A wykształcenie macie jakieś?!!

Turysta: Wyższe!

Celnik II: A przepraszam! To po siedemdziesiąt pięć.

Widać tablicę z napisem: "KAŻDY KILOGRAM OBYWATELA Z WYŻSZYM WYKSZTAŁCENIEM SZCZEGÓLNYM DOBREM NARODU

 

To ja się pytam kto

 

Celnik pokazuje Misiowi paszport z wyrwaną jedną kartką
Miś: Co to? Kto to zrobił?
Celnik IV: Ja!
Miś: Pan??!!
Celnik IV: To ja się pytam kto?!! Pytam się!!
Miś: Przecież ja ...
Celnik IV: Co to jest?!!!
Miś: Paszport!?!?
Celnik IV: Paszport!!!??? To był paszport! Był!!

 

Ryśki

 

Minister do Misia: Wszystkie Ryśki to porządne chłopy.

 

Jasna, długa, prosta

 

Włodarczyk z szefem milicji: Hej młody Junaku! Smutek zwalcz i strach! Może na tym piachu za trzydzieści lat! Przebiegnie być może! Jasna, długa, prosta! Szeroka jak morze! Trasa Łazienkowska!

 

Zawsze wszystko wyśpiewam

 

Włodarczyk do Śpiewaka Smyntera: No brawo!

Komisarz: Pięknie nam pan to wyśpiewał Panie Smynter.

Śpiewak Smynter do Włodarczyka i komendanta po występie: Ja wam zawsze wszystko wyśpiewam!!

 

Wydarte kartki z paszportu

 

Włodarczyk i komendant o wydarciu kartek z paszportu Misia: Te baby to jednak są, daj spokój. Tak wziąć i wydrzeć.

 

Słowo prawdy

 

Sprzątaczka II: Patrz Pani!! To z tą ciotką to też nieprawda!!

Sprzątaczka I: Ten człowiek słowa prawdy nie powiedział!!

 

Kobita

 

Robotnik II: Ty!! Co on za jeden jest?!!

Robotnik I: Kierownik produkcji, Hochwander! Przyszedł z kobitą i szpanuje! (...)

 

Porządna dziewczyna

 

Hochwander: Olu idź... zobacz co jest dzisiaj na obiad w bufecie! ... Bardzo porządna dziewczyna.

Miś: Trudno!! Co robić!

 

Dwadzieścia osiem filmów

 

Miś: Janek! Wiesz jak było! Była wojna! Pięć lat wojny, pięć lat okupacji.
Hochwander: Dwadzieścia osiem filmów o tym zrobiłem, robię dwudziesty dziewiąty
Miś: No to już z samych filmów wiesz jak było. Było ciężko. A przed wojną jak było?! Za sanacji proszę Ciebie!

Hochwander: Osiemnaście filmów mam o tym! (...)

 

Przeziębiony pęcherz

 

Sprzątaczka II: Oooo! Znowu idzie!

Sprzątaczka I: Mój mąż miał przeziębiony pęcherz, to ja wiem co to za ból!
Stuwała: Nic nie mam przeziębione! Tylko lepiej na zapas! (...)

 

Obwiązać szmatami

 

Starzec z nagonki: A ja ogolić się nie pozwolę. Noszę zarost od przed wojny.
Reżyser: Obwiązać twarze szmatami, że... że niby dzieci zęby bolą. Dzieci wtedy nie miały opieki dentystycznej. I tak jest najlepiej.

Zastępca: Tak jest! Obwiązać szmatami!!!

 

 

Dziedzic Pruski

 

 

Reżyser: Ona jest bardzo dobra, ta koncepcja, ale dlaczego on ma pruski mundur na sobie?!!!

Rekwizytorka: Pruski, bo to jest dziedzic pruski. Mam napisane w scenopisie – “wchodzi dziedzic pruski”.

Producent: Pruski, pruski... Bo on się nazywa Pruski!!! Wawrzyniec Pruski!!! Polski dziedzic!!!
Rekwizytorka: No to mogę go przepasać po prostu.

Producent: Zdjąć to!!! To jest profanacja!!! To jest policzek w twarz dla całej ekipy!!!
Reżyser: Uspokój się! Przecież to jest... sanacyjny dziedzic. Pamiętaj z kim oni się wtedy kumali. (...)

 

Taką mam koncepcję

 

Scenograf filmu “Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta”: To... można ściąć drzewo... Taką mam koncepcję!

 

Prawda ekranu

 

Reżyser: Na każdą rzecz można patrzeć z dwóch stron. Jest prawda czasów, o których mówimy i prawda ekranu, która mówi: “Prasłowiańska grusza chroni w swych konarach plebejskiego uciekiniera”. Zróbcie mi przebitkę zająca na gruszy ... Nie, nie! Zamieńcie go na psa. Zamieńcie go na psa. Niech on się odszczekuje swoim prześladowcom z pańskiego dworu! (...)

 

Kiosk RUCH-u

 

Ekspedientka: (...) Tu jest kiosk RUCH-u!!! Ja... Ja tu mięso mam!!!

 

“Złota patelnia”

 

Kelnerka: Dwie kawy i dwie wuzetki... I co jeszcze?!

Ola (do kelnerki): Dlaczego “dwie kawy i dwie wuzetki”?

Kelnerka: Kawa i wuzetka są obowiązkowe dla każdego! Bijemy się o “Złotą patelnię”!

 

Klient w krawacie

 

Kelnerka (do Kucharki): Kochanie! Dolej trochę więcej wody. Jakaś oklapła jestem dzisiaj. Mówię pani.

Kucharka: Pani Iwonko! Pani wytrze tę szminkę, bo klient znów się będzie pieklił.
Iwonka: Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest mniej awanturujący się.

 

Londyn Zdrój

 

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta – Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak!

Miś: Londyn – miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę iść i poszukać. Cholera jasna...

 

Wypić zawsze można

 

Tatuś Tradycji: Jedźmy, jedźmy na te grzyby! Wio!!! Po drodze winko kupimy... Córeczka mnie się urodziła to jest okazja!

Węglarz: Co? Znowu?

Tatuś Tradycji: Eeee... Ta co cztery lata temu. Dziecko jest dziecko – wypić zawsze można! Nie?!

 

Zasadniczo Zdzisław Dyrman

 

Hochwander: Pan się nazywa Paluch?

Dyrman: Tak, a bo co?

Zastępca: A może pan ma brata, panie Paluch?!

Dyrman: Panowie pozwolą... że się... przedstawię... Zdzisław Dyrman... zasadniczo...

 

Zosia Dyrman

 

Dyrman: Panowie pozwolą... moja żona... Zofia!!!

 

Parówkowi skrytożercy a okrągła rocznica

 

Hochwander: To wszystko każe nam powiedzieć mocno i stanowczo…
Scenograf: … parówkowym skrytożercom mówimy NIE!!!

Grubas z sali: Brygada młodzieżowa zobowiązuje się zaciągnąć wartę młodzieżową przy nowo zakupionych parówkach, dla uczczenia rocznicy powstania naszego przedsiębiorstwa.
Głos z tłumu: Trzydziestej pierwszej rocznicy!!!

Grubas z sali: Tak jest!!! Trzydziestej pierwszej, okrągłej rocznicy!!!

 

Kojak w teatrze

 

Do węglarzy podchodzi łysy Paluch

Tatuś Tradycji: Stasiek! Tyś się na Amerykana zrobił!!! Kojak? W tym filmie tak się ciebie stało?

Paluch: Nieee. W teatrze!

Tatuś Tradycji: W mordę kopany! W życiu bym do teatru nie poszedł!

 

Dziadowskie oszczędności

 

Miś: Słuchaj! Ty będziesz robił dziadowskie oszczędności na sto - dwieście tysięcy, żeby nas byle łajza z kontroli wzięła za tyłek. (...)

 

Żywotne potrzeby społeczeństwa

 

Miś: Powiedz mi po co jest ten miś?

Hochwander: Właśnie, po co?

Miś: Otóż to! Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. (...)

 

Łubu dubu, łubu dubu

 

Jarząbek (do szafy): Czasem, aż oczy bolą patrzeć jak się przemęcza, dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu “Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy wtykają mu szpilki. To nie ludzie - to wilki! To mówiłem ja - Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!!!

Jarząbek (do szafy): To jeszcze ja - Jarząbek Wacław, bo w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory. Mam zwolnienie. Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam. To śpiewałem ja - Jarząbek.

 

Prawie nie padało

 

<Nagranie>: Warunki na zgrupowaniach miałyśmy bardzo dobre! Wszystko to zasługa naszego prezesa i nie jest prawdą, że nad łóżkami dach przeciekał! Szczególnie, że prawie nie padało! Prezes dba o nas jak ojciec najlepszy!

 

Normatyw szczerości

 

Miś: Oczywiście, że wiedzą! Powiedziałem im o tym. Jeśli ktokolwiek chce przekazać jakąś krytyczną uwagę o mnie, o mojej pracy, jakąś skargę, a mnie akurat nie ma, może w każdej chwili wejść i nagrać ... co mu leży na wątrobie.
Hochwander: Ale oni mogą kadzić ci, kłamać mogą, upiększać!
Miś: A po co by mieli? Przecież i im i mnie chodzi tylko o dobro naszego klubu. Szczerość w naszym klubie to norma!

 

Informacja lotniskowa

 

Miś pyta się w Informacji

Miś: Najmocniej Panią przepraszam. Ale o której odlatuje ten do Londynu 11:05?!
Pani z informacji: A skąd ja mam wiedzieć!! No, chyba o pierwszej.

 

Trzydzieste Plenum Spółdzielni “ZENUM”

 

Miś jedzie w autobusie do samolotu ze stewardessą

Stewardesa I: Trzydzieste Plenum Spółdzielni “ZENUM”.

Miś: Słucham?!!

Stewardesa I: Nie!! My po prostu tak nazywamy taki dzień, kiedy wszystkie samoloty odlatują o czasie, i wtedy jest taki bałagan, że z niczym nie można zdążyć!!

 

Kamyk z Jeleniej Góry

 

Miś: Tak wiem! Bardzo dobrze! Ja zabieram ze sobą książeczkę i później wpadnę, Panie Janie pogadamy ... później, później, Panie Janie, kochany później ... Ahaa, największa rzecz bym zapomniał ... kamyk ..., o który Pan prosił z ... Jeleniej Góry przywiozłem!
Janek: Z Jeleniej?!

Miś: Z Jasnej Góry oczywiście! Pamiątka. Pan wie, kto po nim stąpał?!! Tu kładę, Panie Janie kochany ... wieczorem będzie czas pogadać sobie o starych polakach, a na razie ...

 

My wszystko fersteien

 

Miś chce wpłacić pieniądze do innego londyńskiego banku

Miś: Gut morning! Ja ... chciałbym ... moje pieniądze ... many ... mein many, tu umieścić ... wasz bank ... konto na hasło ... Fersteien?!!

Bankier: Dlaczego nie fersteien?!! My wszystko fersteien! Proszę bardzo, Pan spocznie, Pan usiądzie, Pan poczeka, się załatwi!

 

Dzień Pieszego Pasażera

 

Spiker TV: Dzisiaj w godzinach popołudniowych w Warszawie narodziła się nowa, świecka, tradycja – Dzień Pieszego Pasażera, który to dzień z pewnością wejdzie na stałe do naszego kalendarza. Tańcem i zabawą uczcili warszawiacy ten nowy, jakże piękny podarunek tramwajarzy. Festyn z okazji Dnia Pieszego Pasażera, zakończy się pokazem sztucznych ogni.

 


Bareizmy z "Co mi zrobisz..."


"Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" - komedia w reżyserii Stanisława Barei według scenariusza jego i Stanisława Tyma, wyprodukowana w 1978 roku, trwa 99 minut. Zdjęcia - Jan Laskowski.


Dziecko jest dziecko 

 

Danusia: Jak to się ożenić ze mną?

dyrektor Tadeusz Krzakoski: No oczywiście, że z Tobą. Dziecko jest dziecko. Słuchaj, to jest ... przyszły obywatel.

Danusia: Aha, aha. No, ale przecież byliśmy u tego lekarza.

dyrektor Tadeusz Krzakoski: No tak, bo chciałem mieć pewność, że się nie mylisz, że rzeczywiście... No i rzeczywiście. Dziecko musi mieć matkę ...

Danusia: No przecież matkę to ...

dyrektor Tadeusz Krzakoski: ... matkę i ojca. A ojciec jest tak samo ważny jak matka, a jak matka gdzieś wyjedzie to nawet ważniejszy. Dlatego uważam, że ... powinienem się z Tobą ożenić.
Danusia: Aaa ... ale przecież Ty jesteś żonaty!

dyrektor Tadeusz Krzakoski: Żonaty, żonaty. Żona Cię bardzo polubi.

Bardzo dobre połączenie 

 

robotnik I: Ja to proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano, za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.

robotnik II: No ubierasz się pan.

robotnik I: W płaszcz ... jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?

robotnik II: Aaa, fakt.

robotnik I: Do Pekaes mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest Pekaes.

robotnik II: I zdążasz pan?

robotnik I: Nie, ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, wiesz pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny do Stadionu a potem to już mam z górki, bo tak ... w 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma! To jeszcze mam kwadrans. To sobie obiad jem w bufecie, to po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu. I góra 22.50 jestem z powrotem. Golę się. Jem śniadanie i idę spać.

 

Kolega jest kolega 

 

dyrektor Tadeusz Krzakoski: Słuchaj, Ty kiedyś robiłeś zdjęcia, pamiętasz?

Roman Ferde: Nie pamiętam.

dyrektor Tadeusz Krzakoski: No jak to? Byłeś przecież nawet u mnie. To było dwa lata temu. Pamiętasz?

Roman Ferde: Pamiętam, powiedziałeś, że Ciebie nie ma.

dyrektor Tadeusz Krzakoski: Tak powiedziałem? No to widocznie mnie nie było. No wiesz, ja też mam naciski z góry, ale ... ale teraz jest szansa i od razu do Ciebie przychodzę. Mam dla Ciebie robotę. Kolega jest dla mnie kolega.

Roman Ferde: Powiedziałeś, że Cię nie ma.

dyrektor Tadeusz Krzakoski: Słuchaj, ale teraz jestem. Jest wszystko. Etat, rozumiesz, sprzęt i tak dalej. I to już od dziś.

 

Nieszczęścia chodzą parami 

 

– Złodziej!

– ... i pijak. Bo każdy pijak to złodziej!

 

Strata 2 koma 7

 

klient warsztatu samochodowego: Panie kierowniku ja już czekam cały miesiąc!

kierownik: Pan siada, sekundę... Miesiąc mówi pan?!

klient warsztatu samochodowego: Noo!

kierownik: No i już nieprawda, bo nie miesiąc, a 37 dni kalendarzowych.

klient warsztatu samochodowego: Więc już więcej!

kierownik: Więc już się pan mija z prawdą, prawda..? Noo. 37 dni.. no skoro pan tyle czeka to może pan poczekać jeszcze jeden dzień.

klient warsztatu samochodowego: Ja mam czekać jeszcze jeden dzień, a ten pan dopiero...!

kierownik: Nie chwileczkę, niech pan siada. Pan jest moim gościem na razie, ja mówię. Samochód tego pana przywieziono dzisiaj rano, 8 godzin temu. Czyli, że dla niego jeden dzień czekania dłużej to jest 300% więcej czasu.

klient warsztatu samochodowego: Ale..

kierownik: Jest czy nie jest?

klient warsztatu samochodowego: No jest.

kierownik: No, jest. A dla pana, skoro pan czekasz 37 dni to jeden dzień więcej to będzie.. yyy.. No kochany, no jakby nie liczyć no ..., no jakby nie liczyć... To dla pana jeden dzień jest niecałe 3, dokładnie 2 koma 702. No to na stratę 2 koma 7 no, to jeszcze możemy sobie pozwolić, ale, żeby stracić 300% czasu.. ho ho kochany, co to to nie – my na czas musimy patrzeć po gospodarsku!

 


 

 
Copyright © 2008-2013 by Prywatny Przegląd Pierwszy. Wszelkie prawa właściwych osób zastrzeżone.
Kreator Stron www